Sopot bez zdjęć
Każdemu kiedyś należy się urlop, nawet od robienia zdjęć.
W ostatnim tygodniu miałam okazję być w Sopocie, pięknym mieście, którego nigdy nie doceniałam przez jego szeroką obecność w mediach i ogólnie w świadomości chyba wszystkich polaków. Jakoś niespecjalnie lubię miejsca, które przez swoją popularyzację stają się po prostu oklepane. Dobra może pisze to kobieta, które przez dziesięć lat z rzędu jeździła do Władysławowa na wakacje, ale oświadczam wszem i wobec, że to wina moich rodziców!
Sopot natomiast został dla mnie odczarowany. Już nigdy nie będę traktować tego miasta jak po prostu miejsca z wysokimi cenami jedzenia i zatłoczonymi plażami. Nie wiem, być może to zasługa tego, że odwiedziliśmy to miasto u schyłku sezonu, czyli w ostatni tydzień szkolnych wakacji, ale jeśli Sopot choć w połowie bywa tak przyjemny w najbardziej newralgiczne miesiące roku, jaki teraz okazał się dla mnie, to gwarantuje, że jak już będę bogata (pieniężnie oczywiście, bo nad słowem bogactwo mogłabym się rozwodzić godzinami) to kupuję tam dom!
Tak jak w tytule posta, wróciłam z Sopotu bez zdjęć. Mam ich naprawdę kilka, wszystkie robiąc w pośpiechu telefonem. Nie miały być to idealne kadry na instagrama, ale po prostu złapane przelotnie chwile, dlatego musicie mi wybaczyć ich jakość i tak naprawdę niezbyt ciekawą treść.
Wiem, że wiele osób wchodzi na bloga głównie dla pięknych fotografii, dobrze zdaje sobie z tego sprawę, jednak tak jak mówiłam już wcześniej, zrobiłam sobie urlop od wszystkiego, nawet od aparatu w telefonie. Mam nadzieje jednak, że mimo przeważającej ilości tekstu zostaniecie ze mną do końca i poznacie moją opinie na temat miejsca w którym mieszkaliśmy, jedzenia, cen i samych atrakcji Sopotu. Przejdźmy więc do rzeczy...
Szybko i na temat: Jestem naprawdę zadowolona z tego apartamentu. Nie jest zbyt duży, ale dla dwóch osób wręcz idealny!
Praktycznie:
Apartament zarezerwowałam na stronie booking.com tydzień przed wyjazdem. Fakt, że był on wolny zawdzięczamy z pewnością terminowi, który z racji chłodniejszej pogody i końca wakacji, nie jest aż tak oblegany. Właścicielka zadzwoniła do mnie 2 minuty po kliknięciu przycisku rezerwuje, a była godzina 21:45, więc zdecydowanie należy się szacunek dla Pani za samo zaangażowanie.
Co o apartamencie? Teoretycznie przeznaczony jest dla trzech osób, może nawet czterech, ponieważ posiada oddzielną sypialnie i kompleks dzienny w którym znajduje się spora rozkładana sofa. W tak zwanym salonie znajdowały się cztery krzesła z kwadratowym stołem i bardzo mała, trzy szafkowa część kuchenna. Apartament posiada także łazienkę z dużym, powiedziałabym nawet, że dwuosobowym prysznicem. Wszystko jest urządzone naprawdę stylowo, cokolwiek może to znaczyć. ;)
Do własnego użytku dostajemy to co potrzebne jest w kuchni, więc sztućce, talerze, garnki, otwieracz do wina (to ważne na wakacjach!) i oczywiście lodówkę. Dodatkowo należy się plus za dwa duże i dwa małe ręczniki, w pokojach do wynajęcia nad polskim morzem raczej się to nie zdarza. Poza tym było tam żelazko, niestety bez deski do prasowania, oraz dwa płaskie telewizory- to również nie jest normą, jednak z pewnością powodem tego (nie oszukujmy się) luksusu, był fakt, że apartament przeznaczony jest docelowo dla większej ilości osób niż dwie.
Przepraszam za fatalną jakość zdjęcia, ale to selfie w lustrze robione telefonem przy słabym świetle, nie mogło być idealne. ;)
Właściciele? Pani, która wynajmowała nam apartament jest naprawdę przsympatyczną osobą! Nie można złego słowa powiedzieć, kontakt i samo podejście do klienta na najwyższym poziomie. Zresztą tak jak napisałam wcześniej, już po wstępnej rozmowie wiedziałam, że po pierwsze Pani Anna Szmuda i jej mąż są profesjonalni w tym co robią, ale także, że po prostu są dobrymi ludźmi, a to się ceni.
Lokalizacja? Ulica Kazimierza Wielkiego, na której mieliśmy przyjemność mieszkać przez ten tydzień jest naprawdę cichą i spokojną częścią Sopotu. Aż dziwnie czułam się, kiedy idąc dosłownie kilka minut wolnym krokiem wchodziło się na wypełniony ludźmi monciak, czyli słynną na całą Polskę ulicę Monte Cassino.
Do plaży również jest tam naprawdę niedaleko, kilkaset metrów. Dużym plusem lokalizacji jest również sklep Żabka po przeciwnej stronie ulicy, dzięki któremu mój chłopak nie musiał za daleko chodzić po bułki rano. ;)
Czy polecam? Zdecydowanie tak! Jeśli tylko wybieracie się do Sopotu w terminie, w którym apartament Enter House jest wolny, to bierzcie go i wypoczywajcie!
Też czekaliście w końcu na tą część posta? Ja tak!
Jedzenie w Sopocie jak w każdym innym miejscu bywa różne, ale na pewno jest drogie. Byliśmy przez te kilka dni w wielu miejscach i o ile mieszkamy blisko Warszawy, dlatego też wiemy jak wiele może kosztować obiad, o tyle jeśli ktoś pochodzi z mniejszej miejscowości leżącej na obrzeżach naszego kraju może przeżyć niemały szok. Każde danie, które zamówiliśmy dla dwóch osób kosztowało nas około 100 zł. Każde. Więc jeśli chcesz zjeść normalny obiad i kolację (umówmy się, że śniadanie tak jak my kupujesz w Żabce) to musisz liczyć się z kosztami 700 zł na tydzień dla jednej osoby, no ale wiadomo, jeden dzień- ostatni odchodzi, bo pewnie wyjedziesz tak jak my koło południa, żeby jeszcze przed późną nocą być w domu. Przeliczając ponownie mamy 600 zł na tydzień, cena oczywiście na oko. Do tego każde śniadanie 8-10 zł (ile można jeść sam pasztet?) i oczywiście lody, gofry i o czym tam jeszcze marzysz. Więc dorzućmy stówę, uznaję, że jesteś na diecie, tak jak ja. ;) Więc w sumie wyżywienie na tydzień w Sopocie to koszt 700-800 zł. Dużo, przynajmniej dla mnie.
Podobno sławna na całą Polskę! Polecana nawet przez Panią Katarzynę Tusk na jej blogu, rodowitą mieszkankę Sopotu!
Lokalizacja świetna, na plaży. Można zjeść rybę dosłownie zanurzając nogi w ciepłym piasku, ale czy to jedzenie naprawdę jest aż takie dobre?
Nie mogę powiedzieć, że mi nie smakowało, bo to nie byłaby prawda, ale jeśli odniosłabym jakość potraw do ceny to tu już mamy problem. Przeciętny obiad wynosi jakieś 50-60 zł, bo w menu oczywiście ceny są za 100 g ryby, więc proszę nie łudźcie się.
Garść frytek, ryba dobra, ale jakby trochę za mała do wagi, która im podobno wyskoczyła za ladą. Do tego gotowanych warzyw za 10 zł wrzucają tyle, że nawet dla mnie, ważącej 45 kg kobiety to prawie nic. Kiedy zamówiłam inne danie dostałam do niego surówkę, tak niedobrą, że nawet nie zjadłam.
Ryby zawsze były idealnie usmażone czy upieczone. Dobrze przyprawione i oczywiście świeże, nie mogłoby być inaczej przy takim nawale ludzi, ponieważ brzegi restauracji nawet pod koniec wakacyjnego sezonu są prawie zawsze wypełnione.
Bardzo żałuję, że nie robiliśmy zdjęć naszych talerzy, żeby pokazać Wam za co płaciliśmy takie pieniądze.. Obiecuje, że więcej się to nie powtórzy.
No i sławna zupa Rybaka! Będąc w Sopocie mieliśmy wręcz obowiązek jej spróbować. Przyznaję się szczerze, że ani ja, ani mój chłopak nie jedliśmy nigdy zupy rybnej, więc prawdopodobnie z tego wynikała nasza konsternacja, ale po pierwsze zupa wyglądała okropnie.. (link do posta na blogu Makelifeeasier w którym możecie zobaczyć zdjęcie tej sławnej zupy) po drugie smakowała.. dziwnie? Pierwsze kęsy były okej, ale byłam bardzo głodna, a to danie dostajemy od ręki przy barze, natomiast każdy kolejny coraz bardziej mnie zniechęcał. Zupa była mocno doprawiona i szczerze to smakowała jak flaki na weselu, ale zamiast pływających w bulionie mięsnym flaków były ryby. Może dlatego ja, jak również mój chłopak się nie zachwyciliśmy, a nawet jednej miseczki na dwoje nie byliśmy w stanie zjeść.
Menu jeśli chodzi o ryby nie było dość rozbudowane, ale udało nam się znaleźć coś dla siebie i w miarę szybko dostać to co zamówiliśmy, ponieważ ludzi nie było w tym miejscu prawie w ogóle. Na zdjęciu widzicie moje zamówienie, czyli filety z okonia jeziornego. (przepraszam za napis na zdjęciu, ale tak jak mówiłam fotografii normalnych praktycznie nie robiłam, a ta ta relacja z instagrama po prostu). Podane bardzo ładnie, prawda? Mimo że z samą rybą się nie polubiłam, nie mój styl po prostu i nie mój smak, ale puree z pietruszki i bakłażana, a także szyjki rakowe były naprawdę pyszne. Co ciekawe moje danie kosztowało 36 zł, do tego sok za 6 zł i cena wyniosła 42 zł. Przy poprzednim barze cóż.. stać nas jeszcze na gofra. ;)
Jeśli chcecie zjeść obiad na plaży, bez zapachu smażonych ryb i tłumów za plecami to zdecydowanie polecam to miejsce! Danie pięknie podane i naprawdę smaczne, cisza, bardzo miłe kelnerki i miejsca blisko morza. Jedyne minusy to słabo rozbudowane menu jeśli chodzi o ryby, ponieważ tak jak widzicie mój chłopak zamówił sobie pierś z kurczaka. ;) Do tego mewy mnie trochę przerażały, ale uznajmy to za piękno natury. Na kolację przy ładnej pogodzie nie ma co się zastanawiać, tylko od razu idź do "Zatoki Sztuki" i spędź miło czas. Zdecydowanie najbardziej polecam ze wszystkich dziś przedstawionych tu miejsc!
Co można robić w Sopocie oprócz oczywiście wylegiwania się na plaży i chodzenia po molo? No i bez jedzenia... Wybór jest całkowicie zadowalający.
W Sopocie znajdziecie się w raju dla początkujących rowerzystów, a także tych już bardziej zaawansowanych. Nawet w sieci można znaleźć trasy po sopockich terenach pogrupowane według długości i trudności. Wynajęcie roweru w Sopocie to koszt 60 zł za 8 godzin, od 10 do 18. Jednak jeśli pogoda naprawdę nie pozwala Ci się położyć na plaży z książką, to uważam, że warto.
Ile szczęścia miałam z tej wyprawy to wie tylko On. ;) Cieszyłam się jak małe dziecko z każdej atrakcji i uważam, że każdy, kto po prostu lubi się bawić, a przyjechał na wakacje do Trójmiasta czy Władysławowa powinien tam pojechać! Nasza trasa trwała 30-40 minut, ale było warto. Wejdźcie proszę na stronę aquaparku i sami się przekonajcie jak wiele można stracić nie odwiedzając tego miejsca. ;) Tylko uwaga na zjeżdżalnie Turbo Speed, do tej pory bolą mnie plecy i uważam, że ona jest naprawdę niebezpieczna.. Tylko dla odważnych.
Być w Sopocie i nie jechać na starówkę do Gdańska? Grzech! Pociągiem jechaliśmy kilka przystanków i wysiadając na dworcu Gdańsk Śródmieście dzieliła nas dosłownie jedna galeria handlowa od starówki. Warto dla samej rozrywki zafundować sobie taką małą wyprawę. Polecam również popłynąć z portu w Gdańsku katamaranem na Hel i z powrotem, ale to tylko przy dobrej pogodzie.
Nie sądziłam, że ten post będzie taki obszerny, ale jak zwykle mam dużo do powiedzenia. Mam nadzieje, że dotrwaliście do końca i tak jak ja, nie możecie doczekać się moich kolejnych podróży.
A Wy macie swoje ulubione miejsce w Sopocie?
W ostatnim tygodniu miałam okazję być w Sopocie, pięknym mieście, którego nigdy nie doceniałam przez jego szeroką obecność w mediach i ogólnie w świadomości chyba wszystkich polaków. Jakoś niespecjalnie lubię miejsca, które przez swoją popularyzację stają się po prostu oklepane. Dobra może pisze to kobieta, które przez dziesięć lat z rzędu jeździła do Władysławowa na wakacje, ale oświadczam wszem i wobec, że to wina moich rodziców!
Sopot natomiast został dla mnie odczarowany. Już nigdy nie będę traktować tego miasta jak po prostu miejsca z wysokimi cenami jedzenia i zatłoczonymi plażami. Nie wiem, być może to zasługa tego, że odwiedziliśmy to miasto u schyłku sezonu, czyli w ostatni tydzień szkolnych wakacji, ale jeśli Sopot choć w połowie bywa tak przyjemny w najbardziej newralgiczne miesiące roku, jaki teraz okazał się dla mnie, to gwarantuje, że jak już będę bogata (pieniężnie oczywiście, bo nad słowem bogactwo mogłabym się rozwodzić godzinami) to kupuję tam dom!
Wiem, że wiele osób wchodzi na bloga głównie dla pięknych fotografii, dobrze zdaje sobie z tego sprawę, jednak tak jak mówiłam już wcześniej, zrobiłam sobie urlop od wszystkiego, nawet od aparatu w telefonie. Mam nadzieje jednak, że mimo przeważającej ilości tekstu zostaniecie ze mną do końca i poznacie moją opinie na temat miejsca w którym mieszkaliśmy, jedzenia, cen i samych atrakcji Sopotu. Przejdźmy więc do rzeczy...
Apartament ENTER HOUSE
Szybko i na temat: Jestem naprawdę zadowolona z tego apartamentu. Nie jest zbyt duży, ale dla dwóch osób wręcz idealny!
Praktycznie:
- Za pięć nocy zapłaciliśmy 1726 zł, w cenie uwzględniając sprzątanie apartamentu i opłatę klimatyczną.
- Enter House mieści się w spokojnej części Sopotu, pięć minut spacerkiem od plaży i przy moim naprawdę wolnym chodzeniu jakieś 10 minut spacerem od molo, a także mieliśmy jakieś 7 minut do samego monciaka.
- Dwa pokoje: kompleks dzienny i sypialnia + łazienka
Apartament zarezerwowałam na stronie booking.com tydzień przed wyjazdem. Fakt, że był on wolny zawdzięczamy z pewnością terminowi, który z racji chłodniejszej pogody i końca wakacji, nie jest aż tak oblegany. Właścicielka zadzwoniła do mnie 2 minuty po kliknięciu przycisku rezerwuje, a była godzina 21:45, więc zdecydowanie należy się szacunek dla Pani za samo zaangażowanie.
Co o apartamencie? Teoretycznie przeznaczony jest dla trzech osób, może nawet czterech, ponieważ posiada oddzielną sypialnie i kompleks dzienny w którym znajduje się spora rozkładana sofa. W tak zwanym salonie znajdowały się cztery krzesła z kwadratowym stołem i bardzo mała, trzy szafkowa część kuchenna. Apartament posiada także łazienkę z dużym, powiedziałabym nawet, że dwuosobowym prysznicem. Wszystko jest urządzone naprawdę stylowo, cokolwiek może to znaczyć. ;)
Do własnego użytku dostajemy to co potrzebne jest w kuchni, więc sztućce, talerze, garnki, otwieracz do wina (to ważne na wakacjach!) i oczywiście lodówkę. Dodatkowo należy się plus za dwa duże i dwa małe ręczniki, w pokojach do wynajęcia nad polskim morzem raczej się to nie zdarza. Poza tym było tam żelazko, niestety bez deski do prasowania, oraz dwa płaskie telewizory- to również nie jest normą, jednak z pewnością powodem tego (nie oszukujmy się) luksusu, był fakt, że apartament przeznaczony jest docelowo dla większej ilości osób niż dwie.
Przepraszam za fatalną jakość zdjęcia, ale to selfie w lustrze robione telefonem przy słabym świetle, nie mogło być idealne. ;)
Właściciele? Pani, która wynajmowała nam apartament jest naprawdę przsympatyczną osobą! Nie można złego słowa powiedzieć, kontakt i samo podejście do klienta na najwyższym poziomie. Zresztą tak jak napisałam wcześniej, już po wstępnej rozmowie wiedziałam, że po pierwsze Pani Anna Szmuda i jej mąż są profesjonalni w tym co robią, ale także, że po prostu są dobrymi ludźmi, a to się ceni.
Lokalizacja? Ulica Kazimierza Wielkiego, na której mieliśmy przyjemność mieszkać przez ten tydzień jest naprawdę cichą i spokojną częścią Sopotu. Aż dziwnie czułam się, kiedy idąc dosłownie kilka minut wolnym krokiem wchodziło się na wypełniony ludźmi monciak, czyli słynną na całą Polskę ulicę Monte Cassino.
Do plaży również jest tam naprawdę niedaleko, kilkaset metrów. Dużym plusem lokalizacji jest również sklep Żabka po przeciwnej stronie ulicy, dzięki któremu mój chłopak nie musiał za daleko chodzić po bułki rano. ;)
Czy polecam? Zdecydowanie tak! Jeśli tylko wybieracie się do Sopotu w terminie, w którym apartament Enter House jest wolny, to bierzcie go i wypoczywajcie!
JEDZENIE
Jedzenie w Sopocie jak w każdym innym miejscu bywa różne, ale na pewno jest drogie. Byliśmy przez te kilka dni w wielu miejscach i o ile mieszkamy blisko Warszawy, dlatego też wiemy jak wiele może kosztować obiad, o tyle jeśli ktoś pochodzi z mniejszej miejscowości leżącej na obrzeżach naszego kraju może przeżyć niemały szok. Każde danie, które zamówiliśmy dla dwóch osób kosztowało nas około 100 zł. Każde. Więc jeśli chcesz zjeść normalny obiad i kolację (umówmy się, że śniadanie tak jak my kupujesz w Żabce) to musisz liczyć się z kosztami 700 zł na tydzień dla jednej osoby, no ale wiadomo, jeden dzień- ostatni odchodzi, bo pewnie wyjedziesz tak jak my koło południa, żeby jeszcze przed późną nocą być w domu. Przeliczając ponownie mamy 600 zł na tydzień, cena oczywiście na oko. Do tego każde śniadanie 8-10 zł (ile można jeść sam pasztet?) i oczywiście lody, gofry i o czym tam jeszcze marzysz. Więc dorzućmy stówę, uznaję, że jesteś na diecie, tak jak ja. ;) Więc w sumie wyżywienie na tydzień w Sopocie to koszt 700-800 zł. Dużo, przynajmniej dla mnie.
''Bar Przystań"
Podobno sławna na całą Polskę! Polecana nawet przez Panią Katarzynę Tusk na jej blogu, rodowitą mieszkankę Sopotu!
Lokalizacja świetna, na plaży. Można zjeść rybę dosłownie zanurzając nogi w ciepłym piasku, ale czy to jedzenie naprawdę jest aż takie dobre?
Nie mogę powiedzieć, że mi nie smakowało, bo to nie byłaby prawda, ale jeśli odniosłabym jakość potraw do ceny to tu już mamy problem. Przeciętny obiad wynosi jakieś 50-60 zł, bo w menu oczywiście ceny są za 100 g ryby, więc proszę nie łudźcie się.
Garść frytek, ryba dobra, ale jakby trochę za mała do wagi, która im podobno wyskoczyła za ladą. Do tego gotowanych warzyw za 10 zł wrzucają tyle, że nawet dla mnie, ważącej 45 kg kobiety to prawie nic. Kiedy zamówiłam inne danie dostałam do niego surówkę, tak niedobrą, że nawet nie zjadłam.
Ryby zawsze były idealnie usmażone czy upieczone. Dobrze przyprawione i oczywiście świeże, nie mogłoby być inaczej przy takim nawale ludzi, ponieważ brzegi restauracji nawet pod koniec wakacyjnego sezonu są prawie zawsze wypełnione.
Bardzo żałuję, że nie robiliśmy zdjęć naszych talerzy, żeby pokazać Wam za co płaciliśmy takie pieniądze.. Obiecuje, że więcej się to nie powtórzy.
No i sławna zupa Rybaka! Będąc w Sopocie mieliśmy wręcz obowiązek jej spróbować. Przyznaję się szczerze, że ani ja, ani mój chłopak nie jedliśmy nigdy zupy rybnej, więc prawdopodobnie z tego wynikała nasza konsternacja, ale po pierwsze zupa wyglądała okropnie.. (link do posta na blogu Makelifeeasier w którym możecie zobaczyć zdjęcie tej sławnej zupy) po drugie smakowała.. dziwnie? Pierwsze kęsy były okej, ale byłam bardzo głodna, a to danie dostajemy od ręki przy barze, natomiast każdy kolejny coraz bardziej mnie zniechęcał. Zupa była mocno doprawiona i szczerze to smakowała jak flaki na weselu, ale zamiast pływających w bulionie mięsnym flaków były ryby. Może dlatego ja, jak również mój chłopak się nie zachwyciliśmy, a nawet jednej miseczki na dwoje nie byliśmy w stanie zjeść.
''Tawerna Rybaki''
Kolejne miejsce, które tym razem odwiedziliśmy właśnie z polecenia Pani Kasi Tusk na jej blogu. Mówiąc szerze prawie minęliśmy to miejsce bo chyba oboje spodziewaliśmy się czegoś innego. ;)
Ładnie wyglądająca knajpa jasno urządzona zdecydowanie nie wyglądająca na tawerne. Usiedliśmy na dworze, dosłownie obok długiej trasy rowerowej, która ciągnie się przez cały Sopot.Menu jeśli chodzi o ryby nie było dość rozbudowane, ale udało nam się znaleźć coś dla siebie i w miarę szybko dostać to co zamówiliśmy, ponieważ ludzi nie było w tym miejscu prawie w ogóle. Na zdjęciu widzicie moje zamówienie, czyli filety z okonia jeziornego. (przepraszam za napis na zdjęciu, ale tak jak mówiłam fotografii normalnych praktycznie nie robiłam, a ta ta relacja z instagrama po prostu). Podane bardzo ładnie, prawda? Mimo że z samą rybą się nie polubiłam, nie mój styl po prostu i nie mój smak, ale puree z pietruszki i bakłażana, a także szyjki rakowe były naprawdę pyszne. Co ciekawe moje danie kosztowało 36 zł, do tego sok za 6 zł i cena wyniosła 42 zł. Przy poprzednim barze cóż.. stać nas jeszcze na gofra. ;)
"Zatoka sztuki"
Jeśli chcecie zjeść obiad na plaży, bez zapachu smażonych ryb i tłumów za plecami to zdecydowanie polecam to miejsce! Danie pięknie podane i naprawdę smaczne, cisza, bardzo miłe kelnerki i miejsca blisko morza. Jedyne minusy to słabo rozbudowane menu jeśli chodzi o ryby, ponieważ tak jak widzicie mój chłopak zamówił sobie pierś z kurczaka. ;) Do tego mewy mnie trochę przerażały, ale uznajmy to za piękno natury. Na kolację przy ładnej pogodzie nie ma co się zastanawiać, tylko od razu idź do "Zatoki Sztuki" i spędź miło czas. Zdecydowanie najbardziej polecam ze wszystkich dziś przedstawionych tu miejsc!
ROZRYWKA
Co można robić w Sopocie oprócz oczywiście wylegiwania się na plaży i chodzenia po molo? No i bez jedzenia... Wybór jest całkowicie zadowalający.
1. Rowery
W Sopocie znajdziecie się w raju dla początkujących rowerzystów, a także tych już bardziej zaawansowanych. Nawet w sieci można znaleźć trasy po sopockich terenach pogrupowane według długości i trudności. Wynajęcie roweru w Sopocie to koszt 60 zł za 8 godzin, od 10 do 18. Jednak jeśli pogoda naprawdę nie pozwala Ci się położyć na plaży z książką, to uważam, że warto.
2. Aquapark Reda
Ile szczęścia miałam z tej wyprawy to wie tylko On. ;) Cieszyłam się jak małe dziecko z każdej atrakcji i uważam, że każdy, kto po prostu lubi się bawić, a przyjechał na wakacje do Trójmiasta czy Władysławowa powinien tam pojechać! Nasza trasa trwała 30-40 minut, ale było warto. Wejdźcie proszę na stronę aquaparku i sami się przekonajcie jak wiele można stracić nie odwiedzając tego miejsca. ;) Tylko uwaga na zjeżdżalnie Turbo Speed, do tej pory bolą mnie plecy i uważam, że ona jest naprawdę niebezpieczna.. Tylko dla odważnych.
3. Zwiedź Trójmiasto
Być w Sopocie i nie jechać na starówkę do Gdańska? Grzech! Pociągiem jechaliśmy kilka przystanków i wysiadając na dworcu Gdańsk Śródmieście dzieliła nas dosłownie jedna galeria handlowa od starówki. Warto dla samej rozrywki zafundować sobie taką małą wyprawę. Polecam również popłynąć z portu w Gdańsku katamaranem na Hel i z powrotem, ale to tylko przy dobrej pogodzie.
Nie sądziłam, że ten post będzie taki obszerny, ale jak zwykle mam dużo do powiedzenia. Mam nadzieje, że dotrwaliście do końca i tak jak ja, nie możecie doczekać się moich kolejnych podróży.
A Wy macie swoje ulubione miejsce w Sopocie?






Świetnie napisane. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuń