Moje pierwsze pudełko beGlossy
W lipcu zamówiłam swoje pierwsze pudełko z beGlossy i dziś przedstawię Wam moją ogólną opinie co do konkretnie tego pudełka, jak także do samego pomysłu z subskrypcją comiesięczną pudełek kosmetycznych.
Zapraszam!
Czym są pudelka beGlossy?
Pod koniec każdego miesiąca przy drzwiach naszego domu pojawia się kurier z nieprzewidywalną dla nas paczuszką. Nie wiemy wcześniej co otrzymamy i jakiego rodzaju będą to kosmetyki i gadżety. Dostajemy pudełeczko, a w nim same niespodzianki.
Ile to kosztuje?
Koszt miesięcznej subskrypcji to 49 zł. Pieniądze są pobierane z naszego konta automatycznie co miesiąc. Można także wykupić kilka pudełek na raz bez "związywania" się na stałe z marką. Jednak wtedy trzeba od razu zapłacić za wszystkie pudełka jakie się zamówi, np. 264 zł za 6 pudełek, przy czym cena jednego pudełka jest wtedy niższa o kilka złotych i wynosi 44 zł.
Czy są warte swojej ceny?
Uważam, że tak. Obejrzałam wiele filmów na YouTubie o pudełkach beGlossy i patrząc na cenę jednej paczuszki, sumowałam wartość produktów, które się w niej znajdują. We wszystkich filmach cena produktu w pudełeczku za 49 zł wynosiła od 80 do 120-130 zł. Niektórzy uważają, że nie ma znaczenia to, że kosmetyki są tańsze, ale to czy nam się do czegoś przydadzą, ja jednak uwielbiam testować nowości i jestem innego zdania.
Czy żałuje?
Zdecydowanie nie.
Moje pierwsze pudełko od beGlossy jest edycją lipcową, wakacyjną o nazwie "Morska bryza". Cóż, sama nazwa dość myląca, ponieważ spodziewałam się czegoś bardziej związanego z morzem. ;) Do głowy wpadały mi olejki do opalania czy sól do kąpieli i o ile moje myśli przy soli nie odbiegały aż tak od wizji producentów, ponieważ dostaliśmy w box'ie sól do kąpieli STÓP, o tyle żadnych innych produktów związanych z morzem tam nie było.
Jeśli chodzi o recenzje produktów w pudełku, to postaram się zrobić je zwięźle, tak, żeby Was nie zanudzić. Na wstępie tylko dodam, że wszystkie produkty w tej edycji boxa są pełnowymiarowe.
Najpierw pod lupę bierzemy produkty do mycia.
Żel do kąpieli Derma bardzo mnie zaciekawił ponieważ jest on dla skóry wrażliwej, a ja niestety mam tendencję do alergii. Niestety mimo tego, że produkt w teorii nie zawiera barwników, parabenów i substancji zapachowych, to dostajemy w gratisie dwa PEGi, a ja niestety wyznaje zasadę, że każdy PEG jest zły. ;) Sam żel jest przyjemny w użytkowaniu, całkiem ładnie pachnie i jest bardzo wydajmy, już jedna kropla potrafi się dobrze zapienić. Ogólnie dość pozytywnie go oceniam, jednak dopiero kiedy skończę całe opakowanie, to będę w stanie stwierdzić czy naprawdę nie dostałam żadnej alergii.
O szamponie i odżywce do włosów marki Herbal Essences nie mogę zbyt dużo powiedzieć, ponieważ nie skończyłam jeszcze produktów, które kupiłam tydzień przed dostaniem boxa. Jedyne co w tej chwili mogę powiedzieć to to, że mają bardzo ładne opakowania i wydaje się, że całkiem przyzwoity skład.
Następnie mój ulubieniec z tego pudełka- sól do kąpieli stóp marki SHEFOOT. Lato to dla mnie czas, kiedy o stopy dbam wyjątkowo dokładnie, więc ucieszyłam się kiedy zobaczyłam ten produkt w moim domu. Po użyciu stwierdzam, że zdecydowanie zmiękcza naskórek. Stopy stają się po kąpieli miękkie i delikatne, idealne do zrobienia gruboziarnistego peelingu.
Do soli dołączony był również mały pilniczek do paznokci, który idealnie nadaje się do torebki.
Maseczka do twarzy Duetus nie powaliła mnie na kolana. Często jest tak, że po pierwszym użyciu maseczki na cerze mieszanej lub tłustej, wyraźnie możemy zobaczyć oczyszczone pory i zdecydowany deficyt wągrów, które jeszcze kilka minut temu szpeciły nasz nos czy czoło. W tym przypadku tak nie było. Cóż, właściwie różnica była znikoma, porównywalna do efektu placebo, ponieważ aż starałam się wmówić sobie, że to była dobra pielęgnacja dla mojej mieszanej cery, ale obiektywnie? Chyba nie miało to znaczenia. Wiem, że efekty są widocznie przeważnie po kilku użyciach, jednak ja wierzę w tą teorię w kwestii używania kremów czy serum. Maseczka moim zdaniem ma działać teraz i już.
Ostatni produkt, czyli lakier hybrydowy 3w1 marki Pierre Rene. Po przeanalizowaniu składu wiem już, że raczej nigdy go nie użyje. Mam uczulenie na hybrydę od roku i wiele marek które testowałam (Semilac, NeoNail, Indigo) mnie uczulało, więc nie będę ryzykować w tym lakierem. Leczenie jest długie i mało przyjemne, nawet po użyciu lakieru na kilka godzin palce swędzą mnie niemiłosiernie i tworzą się pęcherze dookoła paznokcia.
Dlatego też lakier na pewno do kogoś powędruje i mam nadzieje, że się sprawdzi, bo kolor bardzo mi się podoba. ;)
Na koniec zdjęcie ulotki z opisami produktów i ich cenami, jakby ktoś był zainteresowany. Jak widać wartość kosmetyków w pudełku to 117 zł bez kilku groszy, a więc zdecydowanie było warto.
A Wy skusilibyście się na takie pudełeczko?
Zapraszam!
Czym są pudelka beGlossy?
Pod koniec każdego miesiąca przy drzwiach naszego domu pojawia się kurier z nieprzewidywalną dla nas paczuszką. Nie wiemy wcześniej co otrzymamy i jakiego rodzaju będą to kosmetyki i gadżety. Dostajemy pudełeczko, a w nim same niespodzianki.
Ile to kosztuje?
Koszt miesięcznej subskrypcji to 49 zł. Pieniądze są pobierane z naszego konta automatycznie co miesiąc. Można także wykupić kilka pudełek na raz bez "związywania" się na stałe z marką. Jednak wtedy trzeba od razu zapłacić za wszystkie pudełka jakie się zamówi, np. 264 zł za 6 pudełek, przy czym cena jednego pudełka jest wtedy niższa o kilka złotych i wynosi 44 zł.
Czy są warte swojej ceny?
Uważam, że tak. Obejrzałam wiele filmów na YouTubie o pudełkach beGlossy i patrząc na cenę jednej paczuszki, sumowałam wartość produktów, które się w niej znajdują. We wszystkich filmach cena produktu w pudełeczku za 49 zł wynosiła od 80 do 120-130 zł. Niektórzy uważają, że nie ma znaczenia to, że kosmetyki są tańsze, ale to czy nam się do czegoś przydadzą, ja jednak uwielbiam testować nowości i jestem innego zdania.
Czy żałuje?
Zdecydowanie nie.
Moje pierwsze pudełko od beGlossy jest edycją lipcową, wakacyjną o nazwie "Morska bryza". Cóż, sama nazwa dość myląca, ponieważ spodziewałam się czegoś bardziej związanego z morzem. ;) Do głowy wpadały mi olejki do opalania czy sól do kąpieli i o ile moje myśli przy soli nie odbiegały aż tak od wizji producentów, ponieważ dostaliśmy w box'ie sól do kąpieli STÓP, o tyle żadnych innych produktów związanych z morzem tam nie było.
Jeśli chodzi o recenzje produktów w pudełku, to postaram się zrobić je zwięźle, tak, żeby Was nie zanudzić. Na wstępie tylko dodam, że wszystkie produkty w tej edycji boxa są pełnowymiarowe.
Najpierw pod lupę bierzemy produkty do mycia.
Żel do kąpieli Derma bardzo mnie zaciekawił ponieważ jest on dla skóry wrażliwej, a ja niestety mam tendencję do alergii. Niestety mimo tego, że produkt w teorii nie zawiera barwników, parabenów i substancji zapachowych, to dostajemy w gratisie dwa PEGi, a ja niestety wyznaje zasadę, że każdy PEG jest zły. ;) Sam żel jest przyjemny w użytkowaniu, całkiem ładnie pachnie i jest bardzo wydajmy, już jedna kropla potrafi się dobrze zapienić. Ogólnie dość pozytywnie go oceniam, jednak dopiero kiedy skończę całe opakowanie, to będę w stanie stwierdzić czy naprawdę nie dostałam żadnej alergii.
O szamponie i odżywce do włosów marki Herbal Essences nie mogę zbyt dużo powiedzieć, ponieważ nie skończyłam jeszcze produktów, które kupiłam tydzień przed dostaniem boxa. Jedyne co w tej chwili mogę powiedzieć to to, że mają bardzo ładne opakowania i wydaje się, że całkiem przyzwoity skład.
Następnie mój ulubieniec z tego pudełka- sól do kąpieli stóp marki SHEFOOT. Lato to dla mnie czas, kiedy o stopy dbam wyjątkowo dokładnie, więc ucieszyłam się kiedy zobaczyłam ten produkt w moim domu. Po użyciu stwierdzam, że zdecydowanie zmiękcza naskórek. Stopy stają się po kąpieli miękkie i delikatne, idealne do zrobienia gruboziarnistego peelingu.
Do soli dołączony był również mały pilniczek do paznokci, który idealnie nadaje się do torebki.
Maseczka do twarzy Duetus nie powaliła mnie na kolana. Często jest tak, że po pierwszym użyciu maseczki na cerze mieszanej lub tłustej, wyraźnie możemy zobaczyć oczyszczone pory i zdecydowany deficyt wągrów, które jeszcze kilka minut temu szpeciły nasz nos czy czoło. W tym przypadku tak nie było. Cóż, właściwie różnica była znikoma, porównywalna do efektu placebo, ponieważ aż starałam się wmówić sobie, że to była dobra pielęgnacja dla mojej mieszanej cery, ale obiektywnie? Chyba nie miało to znaczenia. Wiem, że efekty są widocznie przeważnie po kilku użyciach, jednak ja wierzę w tą teorię w kwestii używania kremów czy serum. Maseczka moim zdaniem ma działać teraz i już.
Ostatni produkt, czyli lakier hybrydowy 3w1 marki Pierre Rene. Po przeanalizowaniu składu wiem już, że raczej nigdy go nie użyje. Mam uczulenie na hybrydę od roku i wiele marek które testowałam (Semilac, NeoNail, Indigo) mnie uczulało, więc nie będę ryzykować w tym lakierem. Leczenie jest długie i mało przyjemne, nawet po użyciu lakieru na kilka godzin palce swędzą mnie niemiłosiernie i tworzą się pęcherze dookoła paznokcia.
Dlatego też lakier na pewno do kogoś powędruje i mam nadzieje, że się sprawdzi, bo kolor bardzo mi się podoba. ;)
Na koniec zdjęcie ulotki z opisami produktów i ich cenami, jakby ktoś był zainteresowany. Jak widać wartość kosmetyków w pudełku to 117 zł bez kilku groszy, a więc zdecydowanie było warto.
A Wy skusilibyście się na takie pudełeczko?
Komentarze
Prześlij komentarz